środa, 12 grudnia 2007

Kokosy z kosza na śmieci

Być może moje podejście do sprawy charakteryzuje tylko rasowych wieśniaków i zaściankowców, ciężko stwierdzić. Bez większego zastanowienia natomiast można orzec, iż kolokwialny "syf, kiła i mogiła" nigdy nie były trendy i nigdy nie były w cenie. A teraz są. I moje veto w tej kwestii niektórzy mogą podciągnąć pod wynaturzone wiochmeństwo.
Ale do rzeczy. Od jakiegoś czasu można dzięki uprzejmości telewizji TVN śledzić dwa programy pseudo-rozrywkowe -"Perfekcyjna pani domu" oraz "Wielkie porządki". Czyli tyrady pedantów na śmierdzących bałaganiarzy.
Produkcje te, wbrew pozorom,obnażają jedną z niewielu intymnych sfer, które pozostały zwykłemu człowiekowi. Ukazują mieszkania (a raczej to co kiedyś pretendowało do tego miana) wyselekcjonowanych bałaganiarzy. Piszę o domu/mieszkaniu jako o sferze intymnej, darując sobie już epitety typu - sacrum. W brew temu jakie może sie to wydać pretensjonalne dom to ostoja, o którą każdy zabiega i do której każdy chce wracać. Każdy, choćby podświadomie, dąży do stworzenia sobie oazo-eremu dla potrzeb własnych.Jakiś czas temu zaczęto wchodzić do mieszkań gwiazd show biznesu z kamerami, po to aby zarejestrowany materiał pokazywać szaraczkom i uświadamiać im jakby wyglądałaby ich przystań, gdyby nie wiedzieli co mają zrobić z pieniędzmi. Można i owszem spotkać takie programy w wersji "light" czyli takie, które nie paraliżują oglądającego liczbą posągów ociekających złotem i nie nasuwają stwierdzeń - on to pewnie po salonie jeździ na rowerze, no bo inaczej po co mu takie przestrzenie??Bez względu na to jednak czy oglądamy chatę Michaela Jacksona czy też Zygmunta Chajzera, jedno nie podlega dyskusji - ich domki są jakie?? CZYSTE.
Producenci wyszli chyba jednak z założenia,że naoglądaliśmy się już sterylności, więc należy potraktować nas paralizatorem syfu. Co prawda nie po to, żeby nas nakłonić do permanentnego bałaganiarstwa, ale po to aby przyciągnąć nas przed odbiorniki. No i gdzieś między wierszami przekazać zgrany slogan o szczęśliwym życiu w czystości.
Pierwsze skrzypce w programach grają, oczywiście stereotypowo, kobiety. Przykładne panie domu,złośliwym kojarzące się z klotami. Tak sterylne, że czasem ma się wrażenie, że pasjami moczą się w wybielaczu. To one dyktują kanony dobrego smaku, to one uczą jak zamiatać i segregować bieliznę. To one są dyktatorkami i wyroczniami w tych programach. To bez nich taka produkcja nie miałaby racji bytu. Bez nich i bez bałaganu oczywiście.
Właśnie, przejdźmy do nieszczęsnego bałaganu. Choć wydaje mi się, iż nie on jest tutaj problematyczny. Nie on, ale ich autorzy.
W programach tego rodzaju, nieład podniesiony zostaje do rangi potwornego problemu. Bo jest potworem. To co można zobaczyć za pośrednictwem szklanego ekranu, przyprawia o spazm niedowiarstwa. To karnawał pleśni,bachanalia robactwa, zaproszenie na rodzinne grzybobranie, co kto woli.Wydaje się, że nikt przy zdrowych zmysłach nie może żyć w takim środowisku. A tu proszę, da się. Chyba, że założymy, iż jest to medialny kit. Wtedy próżne me wynurzenia. Ja naiwnie wierzę, iż choć w pewnym procencie umyka to fikcji.
Scenariusz programu chyba łatwo przewidzieć - ktoś kaleczy otaczającą go przestrzeń, zjawiają się super-bohaterki, mówią - aj fuj Ty śmieciowy bandyto!!. Błądziłeś,teraz Ci pomożemy. Pokazują jak ma sprzątać, jak pod stertą brudu odnaleźć zapomniane rewiry. Pomagają oczywiście przy tym. Potem jest pięknie i czysto. Sprawa załatwiona.
Produkcja ta ma charakter medialnego sakramentu pokuty. Najpierw delikwent grzeszy ile dusza zapragnie (otacza się ogryzkami, zapuszcza toaletę), potem następuje moment refleksji i swoisty rachunek sumienia - o rany co ja zrobiłem,warto byłoby się poprawić. Żal za grzechy - o jakże mi wstyd, że tak postępowałem już nigdy więcej, pomóżcie mi się podnieść z tego śmierdzącego upadku. Obiecuję się poprawić. Wielkie sprzątanie to katharsis. No i jeszcze nie mniej istotne zadośćuczynienie - już się poprawię. Proszę, przyjedzcie za jakiś czas, zobaczycie, że jestem innym człowiekiem.
Brzmi to dosyć wymownie. Nie jest jednak tak, że programy tego rodzaju, są "be" i tak naprawdę nie niosą ze sobą żadnego pozytywnego przesłania. Producenci bowiem zadbali o to, aby widz, mógł się dowiedzieć, iż mieszkanie w swoim własnym smrodku,któremu czasem zaczynają rosnąć nóżki, nie jest bez znaczenia dla zdrowia. Dlatego wymieniane są z imienia i nazwiska wirusy, bakterie i drobnoustroje, które możemy dokarmiać swoim burdelikiem na kółkach.Pokazują one także ludziom bez wyobraźni, w jaki sposób mogą sobie uwić własne gniazdko, żeby żyło sie im lepiej i wygodniej. Szlachetne, niech skorzysta kto chce. Mnie natomiast chodzi o co innego. Chodzi o bezwstydne odkrycie bałaganu, który do tej pory był powodem to powszechnego wstydu. Przecież nikt nie zaprosi gości, gdy w domu panuje nieład. Nastąpiło jednak odwrócenie estetycznych wartości. Ależ proszę,zapraszam, proszę tylko uważać na piątym stopniu, ponieważ znajdują się nań zwłoki naszego pupila, który odszedł od nas zeszłej jesieni.Rozumie Pani, tak ciężko się rozstać...
Doskonale zdaję sobie sprawę, że przesadzam, cóż z tego?? Lepiej przesadzić aniżeli nie dołożyć do wynurzeń odpowiedniego ładunku emocjonalnego.
Okazuje się, że stwierdzenie - jaki pan taki kram, już nie jest aktualne. Bo żaden człowiek nie może być królem takiego pobojowiska, jakie prezentuje program. Wszystko jest na sprzedaż. Nie tylko goły tyłek w realty show. I na osobistym bałaganie można zbić kokosy. Medialne kokosy. Ja jednak jako wiejski zaściankowiec, i jakby nie było,bałaganiarz, mówię "nie" takim praktykom. Zapadłabym sie pod ziemię,gdyby mój nieład był globalnie dostępny. A z ręką na sercu muszę przyznać, że do telewizyjnych "miszczów" jeszcze wiele mi brakuje.